Rozwiązaniami darmowymi typu OpenSource do zastosowań e-commerce są min.:

  • WordPress + WooCommerce
  • Prestashop
  • Magento
  • OpenCart
  • osCommerce
  • Quick.Cart
  • ZenCart
  • DrupalCommerce

 

Na czym polega problem? Na przykładzie WordPress + WooCommerce

WordPress jest darmową platformą CMS do blogowania. Jest to najpopularniejszy system CMS na rynku ze względu na otwarty kod źródłowy, ogromną bazę darmowych wtyczek oraz szablonów graficznych. Przez tą popularność i otwarty kod, codziennie powstają dziesiątki gotowych narzędzi (np. programów, skryptów) do włamywania się i zawirusowania takich stron. Dlatego kilka dni po wykryciu poważnej dziury bezpieczeństwa przeważnie wychodzi aktualizacja do nowej wersji, którą należy jak najszybciej zainstalować aby nasza strona pozostała bezpieczna.

To jest dopiero pierwszy element układanki – podstawą jest popularny darmowy system blogowy, który wymaga ciągłych aktualizacji

 

Na razie nie wygląda to źle, prawda?

 

CMS WordPress nie ma nic wspólnego ze sklepem internetowym. Aby wyposażyć platformę blogową w funkcjonalności sklepu tj. dodawanie produktów, ze zdjęciami opisami i cenami, możliwość dodania produktu do koszyka, składanie zamówień, rejestrację użytkowników – można zainstalować darmową wtyczkę o nazwie WooCommerce.

Wtyczek przeważnie nie tworzą twórcy platformy WordPress także ma ona swój zespół autorów, którzy w miarę jak pojawiają się kolejne wersje podstawy systemu czyli WordPressa, muszą dostosować swoją wtyczkę aby działała również z nową wersją – także mamy kolejną rzecz do aktualizacji.

 

Tu zaczynają się schody.

 

Sam WordPress z wtyczką WooCommerce nie załatwia większości potrzeb użytkowników. Jeśli produkty mają warianty np. kolory i chcemy mieć możliwość ich wyboru przy produkcie, czy np. uzależnić wyświetlane zdjęcie produktu od wybranego wariantu (np pokazujemy zdjęcie czerwonych skarpetek po wybraniu koloru czerwonego) – to już jesteśmy zmuszeni dokupić płatną wtyczkę “Swatches” za 99 dolarów. A co najważniejsze jest to “wtyczka do wtyczki” WooCommerce – czyli kolejna rzecz do utrzymania kompatybilności oraz aktualizacji.

Do tego chcielibyśmy np. obsłużyć płatności z PayU, sprawdzić statystyki odwiedzin, udostępnić formularz kontaktowy z możliwością dodania załącznika… jak można się domyślić – są to kolejne wtyczki.

Do tego dochodzą szablony graficzne które również mają wersje, swoich autorów i kolejne wtyczki wymagane do funkcjonowania.

Także mamy WordPressa, szablony, masę wtyczek, i wtyczki do wtyczek. Każdy z elementów ma innych autorów, którzy nie zawsze mają czas lub interes (szczególnie w przypadku darmowych) w dostosowaniu swojego dzieła do najnowszej wersji lub poprawieniu wykrytych luk bezpieczeństwa. A często jedne wtyczki kolidują z innymi po aktualizacji, uniemożliwiając działanie całej strony internetowej.

 

Finalnie, nawet kilka razy w miesiącu mamy dylemat: czy zaktualizować sklep i wtyczki do najnowszej wersji i narazić się na to, że któraś z funkcji sklepu przestanie działać i trzeba będzie przywracać całą aplikację z kopii zapasowej (o ile wiemy jak), czy może jednak odkładać aktualizacje narażając się na włamanie, atak na dane klientów lub zawirusowanie strony reklamami porno.

 

Analogicznie działają pozostałe rozwiązania typu OpenSource – jeśli nie jesteś specjalistą IT, to wybierając oprogramowanie darmowe na pewno będziesz potrzebować wsparcia specjalisty – przynajmniej od czasu do czasu.

 

Przykład z życia wzięty

Klient posiadający na serwerze ok. 30 stron na systemach OpenSource nie zaktualizował jednej z aplikacji, co spowodowało zainfekowanie wszystkich aplikacji na serwerze. Koszt odwirusowania z migracją na nowy serwer wyniósł ponad 14 tys. zł netto. Nie wspominając już o stratach wynikających z niedostępności stron przez ok. 2 tygodnie, oraz stratach wizerunkowych związanych z wyświetlaniem reklam porno, oraz utracie pozycji w Google spowodowanym oznaczeniem przez Google stron jako niebezpiecznych. Finalnie klient stopniowo przesiada się na systemy dedykowane – w wielu przypadkach jest to kilka stron internetowych zarządzanych z jednego panelu administratora.

 

Przykład drugi

Jeden z klientów chciał oszczędzić – postawił bazę aplikacji na systemie OpenSource, oraz zatrudnił zespół programistów do napisania dedykowanej wtyczki obsługującej wszystkie funkcje strony (dodawanie ofert, kategorie, promocje, rezerwacje, płatności, afiliacje itp). Problemy pojawiły się już po kilku tygodniach gdy wyszły pierwsze aktualizacje do bazowego systemu CMS i podstawowych wtyczek. Po aktualizacji część funkcji dedykowanej wtyczki przestała działać. Autorzy wtyczki byli już zajęci innym wdrożeniem, więc naprawa przeciągała się tygodniami i nie obeszło się bez dopłaty. Finalnie klient przesiadł się na system dedykowany.

 

Przykład trzeci

Klient postawił aplikację na oprogramowaniu OpenSource i z racji otwartego źródła i podstawowej znajomości języków programowania, z pomocą poradników z Internetu rozpoczął własnoręczne modyfikowanie swojej aplikacji. Ogromne zdziwienie nastąpiło po kilku tygodniach, kiedy to weszła nowa aktualizacja, oraz nadpisała wszystkie ręczne zmiany klienta. Na szczęście klient korzystał z systemu kontroli wersji i udało mu się przywrócić dziesiątki linii kodu przeklejone z Internetu. Niestety nie działały już one poprawnie z nową wersją systemu, a dostosowanie kodu pod nową wersję wykraczało poza zakres znalezionych poradników oraz wiedzę klienta. Finalnie klient sprecyzował swoje potrzeby i zamówił system dedykowany, który spłaca ratalnie.